Obóz sportowy w ośrodku Knieja pod Rajgrodem

Drukuj
Utworzono: piątek, 19, wrzesień 2008 Super User

Istnieją dwie wersje:

Relacja oficjalna

W naszej szkole, jak każdy wie, istnieje możliwość nauki gry w tenisa ziemnego pod bacznym okiem wymagającego, ale jakże odlotowego trenera, pana Tomasza Waldzińskiego. Dlatego, gdy dowiedzieliśmy się, że wyjedziemy na obóz tenisowy, nasza radość nie miała końca. Łatwo przeszliśmy nabór i zaczęliśmy przygotowania.

Przed obozem wszyscy byliśmy podekscytowani i zniecierpliwieni, a z powodu popołudniowego wyjazdu całkowicie oderwani od poniedziałkowych zajęć lekcyjnych. Spotkaliśmy się ok. godziny 17.00 przed naszą szkołą. Po zapakowaniu bagażu i samych siebie wyruszyliśmy w godzinną trasę do celu - ośrodka wypoczynkowego Knieja pod Rajgrodem. Poniedziałkowy wieczór minął nam na rozpakowywaniu się, zwiedzaniu ośrodka i wieczornych pogawędkach.

Zaczynaliśmy od bardzo pysznego śniadania (na posiłki nie można było tam narzekać Każdy dzień) o godzinie 9.00. Później ćwiczyliśmy mięśnie ciała i umysłu. Pracowaliśmy nad kondycją fizyczną na siłowni, na hali sportowej i w terenie. Dbali o to p. Waldziński i p. Proniewski. Umysł trenowaliśmy na zajęciach z p. Głasek i p. Maliszewską (niech nikt nie myśli że my tam odpoczywaliśmy bez lekcji). Jedyne przerwy w całym dniu zajęć dotyczyły uzupełnienia straconych kalorii na obiedzie o godzinie 14.00, a potem na kolacji o 19.00. Po kolacji wszyscy byliśmy już kompletnie wyczerpani. Jeśli ktoś miał jeszcze ochotę mógł udać się na halę sportową, by pograć w tenisa, pójść do kawiarenki, zagrać w biliard, na spacer wzdłuż  jeziora lub spokojnie w towarzystwie przyjaciół obejrzeć telewizję. I tak od poniedziałku do piątku z zapałem do pracy wstawaliśmy rano, by, pokrzepieni pracą i relaksem, wieczorem paść na łóżko, zamknąć oczy i odpłynąć w krainę Orfeusza.

Ostatni dzień przyniósł sprawdzian naszych umiejętności gry w tenisa - turniej o miano najlepszej rakiety obozu. Pojedynki były zacięte, a nawet ofiarne. Magda przypłaciła to małą kontuzją, ale... szło o zwycięstwo. Najlepsi w swoich grupach okazali się: Ania Wieczorek i Karol Zabielski. No cóż nie wszyscy mogą wygrać. My czekany na swoją szansę innym razem. Będziemy trenować.

Do Łomży wróciliśmy cali i w większości zdrowi, ale przecież jakieś straty muszą być. Szkoda, że to już koniec. Przed nami zwyczajna codzienność.

E. D. i J. W.

Relacja nieoficjalna

A było to tak.......

Pamiętny poniedziałek 15 września roku pańskiego 2008. O godzinie 17 dzielny szwadron drużyny tenisowej załadował rakiety do samochodu i ruszył na północ kraju.

Na miejsce przybyliśmy niecałe dwie godziny później. Ośrodek nosił nazwę Knieja, był ukryty w lesie i zapewne istnieje po dziś dzień. Chwilę po ulokowaniu się w kwaterach udaliśmy się na posiłek, po którym nastąpiła narada taktyczna. Poznaliśmy nasze rozkłady dnia i zostaliśmy podzieleni na dwie grupy.

W pierwszej grupie - grupie MISZCZUF znaleźli się sami najlepsi, weterani tenisa zaprawieni już w boju. W tej grupie nie mogło zabraknąć CZECH CHŁOPAKUF. Każdy z nich o pseudonimie bojowym MOR$WIN.

Druga grupa O MAŁO CO NIE MISZCZOWIE. Mimo braku doświadczenia oraz wcześniejszego przygotowania, radziła sobie równie dobrze. Aż dziw do czego może doprowadzić ciężka praca.

Dzień w dzień ciężko pracowaliśmy i przygotowywaliśmy się do głównego starcia dnia czwartego - turnieju tenisowego.

Ćwiczyliśmy pod przewodnictwem grupy trzymającej władzę tj. generała p. Tomasza Waldzińskiego, oraz sierżantów p. Renaty Maliszewskiej pseudonim Dyrektor, p. Sławomiry Głasek ps. Profesor Pedagog i p. Artura Proniewskiego (bez pseudonimu).

Ćwiczyliśmy 4 godziny dziennie, sprawdzaliśmy się siłowo, biegaliśmy i graliśmy w tenisa pod czujnym okiem wuefistów.

Nikt nie narzekał na brzydką pogodę, zimno, różne niewygody oraz zakwasy ani przeziębienia......w każdym razie nikt nie robił tego na głos.

Wytężanie wyobraźni oraz potęgi swojego umysłu również nikogo nie zrażało. Wraz z paniami sierżant Profesor Pedagog, i Dyrektor poznawaliśmy siebie, uczyliśmy radzić sobie z problemami, a także konfliktami. Przez cały czas obozu mimo bólu, trudności i wyrwanych kończyn (na szczęście nie na stałe) wszystkim dopisywały dobre humory.

Jedynym minusem był brak klubu miłośników MOR$WINÓW, co zgrabnie zrekompensowała sauna.

Wszyscy zmęczeni i męczeni przez zakwasy, ale jednak szczęśliwi, wróciliśmy do Łomży w pełnym składzie. Obyło się bez ofiar.

PM

Gościmy

Odwiedza nas 37 gości oraz 0 użytkowników.

(c) 1998-2017 III Liceum Ogólnokształcące im. Żołnierzy Obwodu Łomżyńskiego AK w Łomży, ul. Senatorska 13, 18-400 Łomża, tel 86-216-6720